Małe jest piękne ale …. duży może więcej

W ciągu ostatnich kilku tygodni napisało do mnie kilka osób które w Polsce pracują w systemie ratownictwa medycznego. Chciały się one dowiedzieć coś więcej na temat RRV (Rapid Response Vehicle) lub FRU (Fast Response Unit). Tego typu jednostki działają w wielu krajach nie tylko w Wielkiej Brytanii można je spotkać na przykład w Holandii oraz Irlandii. Na czym polegają różnice w pracy pomiędzy praca w normalnym zespole ratownictwa a samochodem gdzie jeden ratownik medyczny obsługuje początkowo całe zdarzenie. Do tego doszła jeszcze dyskusja z Michałem który pracuje jako ratownik medyczny w jednym z większych polskich miast, czy tego typu rozwiązania sprawdziły by się w Polsce. Podczas tych rozmów zrobiły się ciekawe przemyślenia które chciałbym wam zaprezentować na łamach tego artykułu. 

Samochód szybkiego reagowania vs ambulans charakterystyka obu tych środków lokomocji. 

Nie ma znaczenia czy jest to miasto, czy tereny wiejskie. Samochód szybkiego reagowania jest samochodem osobowym który posiada dobre przyspieszenie, jest stosunkowo mały dzięki czemu łatwo mu jest przecisnąć się przez zatłoczone ulice miasta jak i manewrować po wiejskich krętych drogach. Zdolność dynamicznego przyspieszania, manewrowania oraz małe gabaryty które pozwalają przejechać przez korek do świateł dzięki tylko minimalnemu zsunięciu się na bok kierowców, są niewątpliwą przewagą w stosunku do vana. Oczywiście są stacje pogotowia które w Polsce użytkują Volkswageny T6 albo malutkie Renault Traffic które mają również niewielkie wymiary i cechują się dobrym przyspieszeniem. Jednak dużo więcej używa się w Polskim ratownictwie typowych Vanów jak np Mercedes Sprinter. W Wielkiej Brytanii królują często ponad 5 tonowe mercedesy w zabudowie kontenerowej, oraz coraz częściej (według mnie niestety) Fiaty Ducato które też są wydłużone i waga ich oscyluje w granicach 3,5 tony. Jeżeli porównamy te dwa typy samochodów które jadą z tego samego miejsca do zdarzenia z tego samego punktu  które jest odległe np o 3 km w mieście w godzinach szczytu mały samochód szybkiego reagowania może przebić się przez korki i dojechać do miejsca zdarzenia o kilka minut szybciej niż Van. Tak samo w terenach wiejskich zwłaszcza na krętych drogach przy sporej odległości od miejsca zgłoszenia wygra na pewno samochód szybkiego reagowania. Dodatkowymi plusami jest to, że samochód szybkiego reagowania jest w stanie wjechać prawie w każde miejsce – udać się drogą na skróty przez niski wiadukt. W swoim rodzinnym mieście znam kilka takich wiaduktów które mają niewiele ponad dwa metry wysokości i są nie do pokonania dla dużych ambulansów. a objazd do posesji która znajduje się po drugiej stronie tego wiaduktu może zająć dobre kilka minut. Parkingi zadaszone w galeriach handlowych też nie stanowią tutaj przeszkody. Znalezienie miejsca do zaparkowania wydaje się też dużo prostsze. 

Różnice w sprzęcie i obsadzie

Najważniejsze różnice jakie można zaobserwować: Sprzęt który znajduje się w samochodzie szybkiego reagowania jest identyczny do tego który znajduje się na wyposażeniu Ambulansów ratunkowych. Mamy więc tutaj na wyposażeniu wszystko co przyda nam się podczas udzielania pomocy pacjentowi. Czego nie posiada RRV – Sprzętu transportowego – nie mamy noszy, podbieraków , manger elk, sprzętu do podnoszenia. Jest to na pewno ważny element w sytuacji w której pacjent powinien jak najszybciej trafić do szpitala, ponieważ musimy czekać na przyjazd zespołu który będzie w stanie przetransportować pacjenta do szpitala. Jednak stworzenie samochodu szybkiego reagowania nie miało na celu transportowanie pacjenta jedynie jego stabilizacje i leczenie aby uzyskać tak czasem kruchy i niezbędny czas na jego ratunek. A zapomniałem o najważniejszym. W ambulansie zawsze pracuje dwoje ludzi (czasem dwoje plus student lub obserwator) czasami jest to dwóch techników, czasami dwóch paramediców a najczęściej Paramedic plus technik. W zespole szybkiego reagowania w założeniu, że akurat nie masz studenta na pokładzie jesteś sam.

Relokacja

Aby praca samochodów szybkiego reagowania była bardziej efektywna muszą być one odpowiednio rozlokowane. W zależności od pogotowia, czasami pory dnia lub regionu samochody te mogą stacjonować na wyznaczonych punktach wyczekiwania. Bardzo często jest to po prostu ulica. Dyspozytornia wysyła do samochodu szybkiego reagowania koordynaty w których che aby się znalazł wówczas osoba pracująca na tym samochodzie ma pole do manewru ponieważ musi sobie znaleźć wygodne miejsce z dobrym wyjazdem w promieniu kilkuset metrów od tego punktu. W niektórych pogotowiach jest to okolica którą zaleca ci się patrolować. W kilku miejscach spotkałem się, że dla bezpieczeństwa tego samochodu w godzinach nocnych zmieniał on punkt wyczekiwania na stację pogotowia.
Takie lokowanie samochodu szybkiego reagowania ma swój sens. W wielu pogotowiach podobnie wygląda sprawa z ambulansami które swoje punkty wyczekiwania mogą mieć np w remizach strażackich lub przychodniach.

Jesteś sam

Zespoły szybkiego reagowania przeważnie nie mają tylu wyjazdów co ambulanse medyczne. Dlatego częściej są dostępne do udziału w najpoważniejszych wyjazdach pierwszej kategorii. Czasami w zależności od dnia i regionu może to być jeden wyjazd na 12 godzinny dyżur czasami może tych wyjazdów być i dziesięć. Fakt faktem wiele z tych wyjazdów na miejscu okazuje się wezwaniami bardzo błahymi i wówczas ratownik pracujący na samochodzie szybkiego reagowania po prostu odwołuje wysłany ambulans a sam ogarnia to zgłoszenie. Może on często wysłać pacjenta do własnego lekarza lub pacjent może się udać do szpitala własnym samochodem z rodziną lub taksówką. Ale o takich zgłoszeniach nie chciałem tutaj pisać. Praca na RRV jest bardzo dobrą szkołą przetrwania dla ratownika w sytuacjach które na prawdę wymagają szybkiej i decyzyjnej pracy oraz kiedy ma się świadomość , że najbliższy dostępny ambulans pojawi się na miejscu za kilkanaście, kilkadziesiąt minut. wówczas bardzo często udaje się zorganizować jakieś dodatkowe ręce do pomocy. Problem pojawia się też kiedy tych rąk po prostu nie ma. Pogoda ma istotny również wpływ na działania w samochodzie szybkiego reagowania. O ile wyjazdy gdzie pacjent znajduje się w domu są zwykle załatwiane tak samo, o tyle przy nie sprzyjającej pogodzie ambulans ma przewagę można pacjenta przenieść do ambulansu gdzie nie wieje wiatr, nie pada deszcz lub śnieg albo dzięki klimatyzacji która pracuje w środku nie ma tam +30 stopni.
Akurat kiedy jest brzydka pogoda, że aż nosa za okno nie chce się wystawiać wówczas zwykle otrzymuje się wyjazdy w drodze do których wiesz już, że będziesz przemoknięty i przemarznięty. Z mojego doświadczenia miałem na przykład starszą kobietę która zimowym deszczowym i wietrznym wieczorem została potrącona na ulicy. Było to w porze kiedy wszystkie zespoły były zajęte i pomimo prośby o przysłanie mi najbliższego wolnego zespołu mój czas oczekiwania przekroczył kilkadziesiąt minut. Podobnie z potrąconym pośrodku gór mężczyzną gdzie czekałem dobrych ponad 20 minut na przyjazd wolnego zespołu.
Jednak w przypadku kiedy o życiu pacjenta decydują minuty te minuty przewagi nad ambulansem wygrywają czas. Kiedyś miałem zgłoszenie do zatrzymania krążenia w warsztacie niedaleko mojego punktu wyczekiwania. Dojazd na miejsce zdarzenia od chili odebrania telefonu przez osobą przyjmującą i rozpoznania zgłoszenia jako pilne przez Autodispath naszego komputerowego bota który monitoruje system komputerowy i w przypadku rozpoznania wezwania najwyższej pilności automatycznie wysyła je do najbliższego wolnego zespołu. Wyniósł niecałe dwie minuty. Po następnej minucie pacjent po zdefibrylowaniu czyli zaatakowania serca impulsem elektrycznym w celu przywrócenia normalnego rytmu serca zaczął się ruszać. Kiedy po następnych 4 minutach na miejsce dojechał ambulans pacjent leżał w pozycji bocznej bezpiecznej i skarżył się na silny ból w klatce piersiowej. Praca w pojedynkę nie jest łatwa , sprzęt nie jest lekki a trzeba go niejednokrotnie przenieść na duże odległości.
Jednak w przypadku krytycznie chorych pacjentów jesteśmy w stanie dużo zdziałać przy pacjencie który jest w trakcie zatrzymania krążenia, możemy kontynuować RKO z użyciem defibrylatora, zabezpieczenia dróg oddechowych i podaży tlenu. W przypadku osób z katastrofalnym krwotokiem często jesteśmy w stanie opanować go przed przyjazdem ambulansu. U pacjentów z nagłą dusznością , silną astmą lub reakcją alergiczną jesteśmy w stanie podać leki. Często właśnie te kilka minut decyduje tak na prawdę o szansach przeżycia naszego pacjenta.

A co z Polską ?

Michał podał mi przykład jego miasta. Pracuje on w dużym mieście wojewódzkim. Jego stacja na której pracuje – stacja w śródmieściu oddalona jest od starówki miasta na której jest pełno turystów i kwitnie życie nocne w linii prostej o około 1200 metrów. W godzinach szczytu dojazd samochodem uprzywilejowanym na rynek wąskimi zatłoczonymi uliczkami zajmuje około 6 minut. W przypadku niedostępności kilku zespołów które stacjonują na tej stacji, zespół z kolejnej najbliższej stacji na miejsce może dojechać po około 10-12 minutach. Obydwoje zgodziliśmy się, że nie jest to dobry czas reakcji służb ratownictwa medycznego w miejsce które codziennie jest odwiedzane przez setki turystów, w nocy w tym miejscu znajduje się również setki osób pod wpływem alkoholu więc o nieszczęście nie trudno.
Dyskutowaliśmy o różnych alternatywach. Patrolach rowerowych w centrum miast (jak na przykład Paramedic na rowerze w Manchester) Zespołach motocyklowych itp.
Niestety nasze władze są strasznie powolne we wprowadzaniu jakichkolwiek zmian w systemie ratownictwa medycznego. Obawiam się, że tak na prawdę nikomu poza nami pracownikami tego systemu specjalnie nie zależy. O ile w ciągu dosłownie kilku lat czeski system zreformował i rozwinął się na prawdę pięknie z miejsca w którym razem startowaliśmy tak polskie ratownictwo medyczne – które ma ręce związane prawnie zarówno przez brak rozporządzeń jak i przez kontrakty z NFZ stoimy w miejscu. Zespoły P i S nie powinny być szczytem marzeń polskiego ratownictwa medycznego. W kilku miastach działają już motocyklowe zespoły ratownictwa medycznego utrzymywane przez budżet tych stacji pogotowia ratunkowego lub dzięki kontraktowi z NFZ. Działa kilka organizacji ratowniczych takich jak krakowski R2 który chyba zapoczątkował ratownictwo motocyklowe w Polsce. Ostatnio pojawił się również kolejny ochotniczy akcent w stolicy naszego kraju gdzie Marcin Borkowski pseudonim Borkoś – rozkręcił z dość dużym sukcesem swój własny prywatny motoambulans i w ramach swojej działalności społecznej patroluje dzielnicę Praga. Swoją drogą zachęcam do wsparcia jego akcji. Ostatnio uruchomił konto na patronite. Jako ,że od kilku lat podziwiam jego pasję jako ratownika medycznego i kształcenia medyków na przykład przez kanał na Youtube Paramedics with passion myślę, że warto Borkosia wesprzeć nawet minimalną kwotą https://patronite.pl/motoambulans zostawiam także link do jego kanału na YT https://www.youtube.com/channel/UCjZ_K5q8uF3ABocg-t8RBVw.

Wracając jednak do polskiego systemu. Mamy kilka motocykli ratunkowych które działają na prawdę nieźle. Są w stanie dojechać w bardzo szybkim tempie do poszkodowanych, posiadają sprzęt, zdecydowanie bardziej skompresowany niż RRV ale są oni w stanie bardzo efektywnie działać. Super, że są i wielkie brawa za to dla Was bo zawsze jest to krok do przodu. Jednak problem pojawia się przy załamaniu pogody oraz w warunkach zimowych. Jest to powód dla którego w Wielkiej Brytanii początkowo bardzo popularne motocykle ratunkowe zostały zastąpione samochodami szybkiego reagowania. Ratownik medyczny w samochodzie ma większą wygodę na punkcie wyczekiwania, może zawsze użyć grzania lub klimy. W przypadku wypadku drogowego jest on mniej narażony na mnogie obrażenia ciała w porównaniu z kolegą z motocykla. Może on również pracować przez cały rok, 24 godziny na dobę co nie było by możliwe przy zimowych warunkach dla ratownika motoambulansu. Dlatego z wielu motocykli działających na terenie Wielkiej Brytanii zostało zaledwie kilkanaście.

Wydaje się, że samochody szybkiego reagowania w Polsce były by dobrym pomysłem w sytuacjach gdzie liczą się minuty. Jednak jest to kolejna reorganizacja systemu którym nikt z rządzących nie ma ochoty się zająć. Kiedyś opowiadałem wam o wizji samochodów RVP z lekarzem który mógłby do zespołu dojechać szybciej niż zespół S (taki system rozwinięty jest np w Niemczech oraz w Czechach).
Samochód szybkiego reagowania jest mały i piękny. Szybki i zwrotny potrafi dotrzeć do pacjenta szybciej niż standardowy ambulans i rozpocząć proces udzielania zaawansowanej pomocy medycznej. Jednak do pełnego działania dla dobra pacjenta potrzebuje on Dużego Ambulansu w który można kompleksowo zabezpieczyć pacjenta a następnie przetransportować go do miejsca leczenia oraz jego personelu. Licząc te dwie jednostki na miejscu zdarzenia w opiece nad pacjentem może uczestniczyć co najmniej 3 osoby czyli ilość ratowników która jest w stanie zapewnić pacjentowi jak najlepszą opiekę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: