Dwa duże wypadki na jednym dyżurze

Zimny grudniowy sobotni dyżur rozpoczął się normalnie. Pogoda tej nocy była fatalna. Co kilkanaście minut dochodziło do opadów marznącego deszczu oraz gradu. Do tego jeszcze zimny wiatr, który przewiewał ciało na wylot.
Dyżur na samochodzie szybkiego reagowania (Rapid Response Vehicle – RRV) w przedostatni weekend przed świętami zapowiadał się pracowity. Mimo iż, jest to jednostka szybkiego reagowania i wysyłana jest przede wszystkim do wyjazdów kategorii 1, czyli tych najpoważniejszych oraz do wsparcia zespołów obsadzonych tylko przez techników. Zawsze w weekendowe noce jest dużo wyjazdów i RRV są bardzo zapracowane. Dużo zgłoszeń czekało do realizacji, a w tym okresie odbywają się wszędzie liczne świąteczne przyjęcia organizowane zarówno przez pracodawców dla pracowników, jak i przez najróżniejsze organizacje.

Pierwsza połowa nocy pełna była wyjazdów do osób, które były pod wpływem alkoholu. Dopiero po drugiej w nocy troszkę uspokoiło się. Dyspozytor poprosił mnie by udać się na punkt wyczekiwania zlokalizowany blisko okolicy, gdzie jest wiele klubów i dyskotek, ponieważ w tej okolicy spodziewał się następnych wyjazdów. Jednak do godziny trzeciej nie zostałem nigdzie wysłany. O godzinie 3 usłyszałem, jak włączył się autotest w defibrylatorze lifepack. Kilkanaście sekund później ekran monitora, na który wpływają zgłoszenia rozświetlił się pokazując nowy wyjazd.  Z opisu wynikało, że zgłoszenie przyszło do pogotowia 15 minut wcześniej, jest to wypadek komunikacyjny w wiosce odległej o około 15 minut od miejsca, w którym się znajdowałem. Wcisnąłem przycisk wyjazd i udałem się we wskazywanym przez nawigację kierunku. Po kilku sekundach Dyspozytor połączył się ze mną i zaczął przekazywać informacje o zdarzeniu. Przekazał, że na miejsce wypadku dojechał samochód szybkiego reagowania z Advance Paramedic na pokładzie i prosi on o pomoc. Ponieważ samochód uderzył w mur z bardzo dużą prędkością na miejscu są cztery osoby poszkodowane. Jedna z tych osób doznała zatrzymania krążenia i jest prowadzona na miejscu reanimacja, kolejna jest w stanie „Peri-Arrested” czyli znajduje się w bardzo ciężkim stanie i najbliższe minuty mogą zadecydować, czy dojdzie do zatrzymania krążenia, czy też nie. Kolejne dwie osoby określone były jako pacjenci w kolorze czerwonym. Po wyjechaniu z terenu miejskiego napotkałem pierwsze trudności na krętej mało uczęszczanej drodze do tej wioski leżała cienka warstwa lodu. Spowodowało to, że musiałem ograniczyć prędkość z jaką się poruszałem do minimum. W między czasie dyspozytor wrócił do mnie z nowymi informacjami. Poinformował mnie, że na miejscu jest jeszcze jeden samochód RRV, jeden ambulans, straż pożarna, policja. Na miejsce zostały już wysłane kolejne trzy ambulanse które powinny dotrzeć na miejsce w przeciągu kilkunastu minut. Ze względu na rozmiar wypadku na miejsce również został zadysponowany Ambulance Officer – jeden z menadżerów który jest przeszkolony do nadzorowania i kierowania dużymi akcjami ratowniczymi. Tylko dla celów tego wypadku utworzono czasowy kanał, na który zostały automatycznie przekierowane radia wszystkich zespołów przydzielonych do tego zdarzenia. Do obsługi tego kanału przydzielony został dyspozytor nadzorujący wypadki masowe. Dołączono do tego kanału również. TRAUMA CEL.  Trauma cel jest to specjalny dział, który zajmuje się wyłapywaniem pacjentów, którzy mają poważne urazy, wsparciem i doradztwem dla zespołów oraz komunikacją pomiędzy centrum urazowym a zespołem ratowniczym.
Dzięki utworzeniu otwartego kanału mogłem w drodze być na nasłuchu i słyszeć informacje przekazywane na bieżąco pomiędzy poszczególnymi osobami. Dowiedziałem się, że ambulans, który był w odległości około 3 minut drogi otrzymał polecenie o wzięcie ze sobą na miejsce zdarzenia od razu noszy wraz z noszami podbierakowymi, zestawem do immobilizacji pacjenta, ponieważ mieli się zająć drugim co do ciężkości pacjentem oraz użyć algorytmu – ładuj i jedź by ograniczyć czas spędzony na miejscu do niezbędnego minimum. Chwile później zostałem poproszony, aby po przybyciu na miejsce zabrać ze sobą podstawowy ekwipunek udać się do dwóch „Czerwonych” poszkodowanych którzy wciąż są w bezpośrednim pobliżu samochodu pod opieką ratowników policji i straży pożarnej.
Kiedy dojechałem na miejsce zdarzenia potwierdziłem swoje przybycie na otwartym kanale. Pogoda na miejscu była fatalna, mocny grad i zimno uderzyły we mnie zaraz po otwarciu drzwi samochodu. Jedno spojrzenie na miejsce zdarzenia wystarczyło by zorientować się w sytuacji. Ubrałem kurtkę odblaskową wziąłem ze sobą torbę podstawową, defibrylator oraz dodatkowy zestaw do zabezpieczania krwotoków. Kątem oka widziałem jak jeden z zespołów obecnych na miejscu przy pomocy policji zabezpiecza pacjenta na noszach podbierakowych, troszkę dalej przez uchylone drzwi kolejnej karetki widziałem prowadzoną reanimacje.  Kilkanaście szybkich kroków i pojawiłem się przy samochodzie, który uległ wypadkowi. Mały samochód osobowy nie miał szans w zderzeniu z przydrożnym głazem i znajdującym się tuż za nim murem. Siła uderzenia była tak wielka, że głaz znajdował się prawie w kabinie a silnik samochodu był na miejscu tylnej kanapy. Widać było, że ci ludzie podróżowali z bardzo dużą prędkością. Udałem się w miejsce, gdzie dwóch strażaków i policjant zajmowali się jęczącymi młodymi chłopakami. Pierwszy z nich przytomny, trzymający się za brzuch, bardzo blady, jego kolega z założoną maską tlenową leżał obok, jęczał jednak miał bardzo obniżony poziom świadomości. Strażak poinformował mnie, że pacjent ten pomimo podawania tlenu ma wysycenie krwi tlenem na poziomie 75% i puls dobiegający do 160 uderzeń na minutę. Było zimno, jednak postanowiłem pacjenta szybko zbadać, uraz głowy, kiedy rozciąłem koszulę na klatce piersiowej ukazała się wielka bordowa szrama od pasa bezpieczeństwa. Po prawej stronie na klatce piersiowej pojawił się olbrzymi siniak. Jednak po osłuchaniu klatki piersiowej okazało się, że po lewej stronie nie ma szmerów oddechowych i w chwili opłukania klatki piersiowej było słychać odbicie podobne jakby uderzyło się w bębenek. Diagnoza była jedna, pacjent ma odmę którą trzeba natychmiast odbarczyć. Wbiłem wenflon w klatkę piersiową. Po wyciągnięciu mandrynu poczułem na palcu syk powietrza. W Tym momencie nadbiegł paramedic który przyjechał przede mną RRV i powiedział, że on zajmie się tym pacjentem, ponieważ karetka przyjedzie za 4 minuty. Przyznam się, że byłem tak skupiony na odbarczeniu odmy, że przez chwilę wyłączyłem swój umysł z nasłuchiwania radiowej korespondencji.  

Ostatni pacjent zaledwie dwudziestoletni chłopak leżał zaraz obok, dalej jęczał, przykryty foliami i kocem. Skóra blada. W szybkim badaniu urazowym widoczny był uraz głowy, brzuch twardy, obrzęknięty, deskowaty, ból w okolicy miednicy. Przez radio przekazałem do Trauma Cel informacje o tym pacjencie. Dyżurny Advance Paramedic zgodził się ze mną, że pacjent musi jechać do centrum urazowego, i kiedy będziemy mieli pacjenta na pokładzie karetki on poda które centrum zaakceptuje pacjenta. Dodał, że zespół który przyjedzie po mojego pacjenta powinien być za 5-6 minut na miejscu, po czym wywołał zespół i poprosił o wzięcie ze sobą tylko noszy, podbieraków i zestawu do stabilizacji. W tym czasie zacząłem sprawdzać parametry pacjenta, był przytomny z szybkim tętnem, jednak ciśnienie tętnicze było dobre. 
Po zabezpieczeniu pacjenta na miejscu – założeniu unieruchomienia, opaski stabilizującej miednicę itp pacjent zabrany został do karetki. Po kilku minutach dowiedzieliśmy się, że mamy udać się z pacjentem do centrum urazowego odległego o około 30 minut. W drodze do szpitala pacjent otrzymał leki przeciwbólowe oraz kwas traneksamowy (w celu graniczenia przypuszczalnego wewnętrznego krwawienia)
W szpitalu po przyjeździe na miejsce czekał na nas pełen zespół urazowy składający się z około 10 osób. Pacjent został przekazany w stanie stabilnym do dalszej diagnostyki i leczenia.

Critical Incident Debrief (CID)

Po przekazaniu pacjenta i uzupełnieniu sprzętu wszystkie zespoły biorące udział w akcji zostały zaproszone na jedną z okolicznych stacji na debriefing.
Podczas debriefingu zostały poruszone szczegóły akcji ratowniczej. Analizowano jej każdy moment, oraz działania każdego zespołu.
Zapytano czy podczas akcji były jakieś problemy, oraz jaki sposób rozwiązania ich zaproponowały by zespoły ratownicze.

Ważnym elementem było również zaopiekowanie się wszystkimi ratownikami którzy brali udział w akcji. Od razu dla wszystkich ratowników utworzono dostęp do oceny TRIM (Trauma Risk Management) czyli oceny jak psychologicznie ratownicy zostali obciążeni tą sytuacją. Wszyscy zainteresowani , którzy chcieli by poddać się tej ocenie zaraz po akcji lub kilka dni po otrzymali listę osób zajmujących się oceną. W przypadku kiedy po tym badaniu okazało by się , że pracownik potrzebuje wsparcia psychologicznego – nasze pogotowie jest w stanie bardzo szybko uzyskać dostęp do psychologów i innych form wsparcia.

Na spotkaniu również poruszono problem komunikacji za pomocą otwartego kanału jest on bardzo rzadko używany. Jednak sprawdza się przy wypadkach masowych oraz sytuacjach gdzie na miejsce udaje się ponad 4 zespoły ratownicze. Bardzo szybko na tym kanale możemy wymieniać się informacjami bez zakłócania pracy normalnych kanałów (działają cyfrowo na zasadzie Trekingu). Osobiście uważam, że bardzo dobrym pomysłem jest przydzielenie do każdego większego incydentu osobnego kanału radiowego (należy pamiętać, że w brytyjskim ratownictwie każdy ma przy sobie radio) również bardzo spodobała mi się współpraca pomiędzy każdym ogniwem na tym kanale ponieważ dzięki temu cały czas mieliśmy klarowny obraz sytuacji, i założeń które trzeba wykonać.

Powrót do stacji

Do zakończenia mojego dyżuru zostało około 20 minut, jednak dystans do mojej stacji wynosił około 30 minut. Wracałem powoli ze względu na pogodę moim RRV. Sypał straszny grad. Kiedy moje radio zawyło. Dyspozytornia przekazała mi informacje, że około minuty ode mnie jest wypadek drogowy trzech samochodów i poprosiła abym się tam zatrzymał ponieważ nie będę w stanie go ominąć. Na ekran zostało przesłane zgłoszenie. w tym samym czasie na tablicach nad autostradą pojawił się komunikat o wypadku i zalecana prędkość została zmieniona do 40 mil na godzinę. Po około 20 sekundach zobaczyłem migające światła awaryjne. Jeden samochód był ulokowany przy barierce po prawej stronie, drugi troszkę bliżej po lewej. Dostawczy wan stał około 100 metrów dalej po lewej stronie drogi. W tym miejscu autostrada była szersza trzypasmowa. Całą jezdnię pokrywały porozrywane części samochodu. W moim RRV włączyłem Motorway mode – co znaczyło , że z tyłu mojego samochodu oprócz przeraźliwie jasnych niebieskich świateł , zaczęły na przemiennie świecić czerwone światła. Wysiadłem z samochodu ubrałem kurtkę odblaskową wziąłem torbę podstawowego reagowania oraz defibrylator i udałem się na miejsce. Przy pierwszym samochodzie stało kilka osób kiedy zacząłem z nimi rozmawiać usłyszałem klakson obróciłem się i koło mnie dosłownie przeleciał z dużą prędkością osobowy samochód który odbił się od barierki i po kilku obrotach zatrzymał się na środkowym pasie autostrady. chwilę po nim z podobną prędkością przejechał kolejny van który odbił się od tego samochodu i wylądował na barierkach po przeciwnej stronie stojącego już wcześniej wana. Kolejne samochody zamiast się zatrzymać manewrowały przez ten bałagan z dużą prędkością.
Stwierdziłem, że nie jest na tyle bezpiecznie a ja nie jestem na tyle odważny by sprawdzić co się dzieje z ludźmi którzy są w autach które są na liniach autostrady. Zadzwoniłem do dyspozytorni i poinformowałem , że następne samochody dołączyły do tego wypadku i poprosiłem o pospieszenie policji w celu zamknięcia autostrady.
Nie minęło kilkadziesiąt sekund jak zobaczyłem jak rozpędzony tir pędzi prosto w moje RRV. niesamowitym dla mnie zdziwieniem było to , że ludzie nie widzą mega jasnych sygnałów świetlnych świateł awaryjnych itp. w ostatnim momencie kierowca tira odbił, a przyczepę zarzuciło. W ostatnim momencie wyrównał i przejechał nie zatrzymując się i nie zwalniając pomiędzy rozbitymi wrakami. Na drugim pasie mignął mi samochód policji jadący do tego wypadku jednak do zjazdu na którym mógł zawrócić było z tego miejsca około 5 kilometrów. Pomyślałem , że będą oni za około 6-7 minut na miejscu. To ciągle za dużo. W tym momencie zobaczyłem jak srebrny samochód z olbrzymią prędkością próbuje hamować, znosi go i odbija się od samochodu stojącego przy prawej barierce , siła uderzenia była tak wielka , że pojazd z totalnie zniszczonym przodem obrócił się około 4 razy na śliskiej jezdni a z komory silnika buchnął biały dym. Podejść do tego samochodu nie mogłem by upewnić się co dzieje się z kierowcą. Oczami myśli widziałem już nieprzytomną osobę uwięzioną w środku. Złapałem za radio i przekazałem dyspozytorni , że kolejny samochód został również członkiem tej zabawy. Nie wiem ile osób jest w środku ale osoby poszkodowane mogą być uwięzione w środku i będzie potrzebna pomoc straży. Do tego z auta się dymi. Nie zakończyłem jeszcze mojej korespondencji kiedy dosłownie dwa metry ode mnie przejechał kolejny samochód uderzając w ten zaparkowany po lewej stronie. Przekazałem więc do dyspozytorni , że jest już kolejny samochód. W tym momencie dyspozytornia podjęła decyzję o wdrożeniu procedury wypadku masowego. W moim radiotelefonie było słychać trzy piknięcia i kanał zmienił się na kanał otwarty. Dyspozytor poinformował mnie na miejsce zdarzenia udają się wszystkie służby, oraz cztery załogi pogotowia. Dodatkowo na miejsce zdarzenia zadysponowany został ambulance officer oraz Comander którzy mają dowodzić akcją ratowniczą. Zgłosiło się również Trauma Cell. W tym momencie z rozbitego auta na środku przez drzwi próbował przecisnąć się jegomość w białym sweterku krzycząc z oddali, że nic mu nie jest.
Policja zatrzymała ruch. Na miejscu pojawił się lekarz z oddziału intensywnej terapii który jechał do pracy i zaoferował pomoc. Skoro droga była zamknięta postanowiłem rozeznać się jakie rozmiary ma ten wypadek. Okazało się , że wszyscy poszkodowani chodzą. Zdziwiło mnie to niesamowicie. Jednak wiadomo, że stan tych osób mógł się szybko zmienić. Po przybyciu na miejsce pierwszego zespołu poprosiłem o zajęcie się pierwszymi z poszkodowanych którzy według mnie mogli mieć poważniejsze obrażenia. W ramach napływania kolejnych sił i środków sytuacja się rozluźniła. Po przyjeździe na miejsce oficera przekazałem krótki raport. I moja rola ograniczyła się do pomocy zespołom do czasu oczyszczenia jednego pasa autostrady który umożliwiał nam wyjazd.

To był pracowity dyżur.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: